Pomógł: 125 razy Dołączył: 06 Mar 2009 Posty: 3930 Skąd: Opole
Wysłany: 02-03-2013, 19:10
Wujek kończąc ten wątek, to "Sz" kiedyś było czymś wyjątkowym i mobilizowało czujność obsługi, teraz to zrobili z tego "załatwiacza" wszystkiego. To jest tak jak z tym okrzykiem dla jaj: "mordują". Za którymś razem na ten okrzyk już nikt nie reaguje, a wtedy akurat to jest prawdziwy. Tak będzie do następnych Szczekocin.
Pomógł: 118 razy Wiek: 36 Dołączył: 08 Mar 2008 Posty: 2672 Skąd: Poznań/Nakło nad Not
Wysłany: 02-03-2013, 19:33
Obecnie to się idzie na łatwiznę. Kończąc wrzucę tutaj wiadomość od znajomego. Cytując wypowiedź kolegi Marcela co do używania ( nagminnego ) sygnału zastępczego:
Cytat:
Tak nie powinno być. Już wolę jechać na rozkaz bo mam świadomość, że ten co go podyktował lub doręczył zrobił coś więcej niż tylko użył przycisku od Sz.
Ja cały czas dążę do tego, że podając Sz trzeba mieć 100% pewności, że wsio jest ok. Sz jest po to by go używać w sytuacjach awaryjnych gdy nie ma czasu na dyktowanie/doręczenie rozkazu a nie ma też możliwości podania sygnału zezwalającego na jazdę. Tylko trzeba pamiętać, że jest to sygnał do stosowania doraźnego a nie że rok, dwa czy trzy posterunek bazuje na Sz…
Pomógł: 36 razy Wiek: 37 Dołączył: 11 Maj 2008 Posty: 1376 Skąd: Nysa / Poznań
Wysłany: 02-03-2013, 19:38
Ale nie zwalajmy wszystkiego na Sz, sa procedury które wyraźnie regulują jego używanie, a tutaj te procedury "zlano".
Wujek82: jeszcze co do tego wyjazdowego - na większości posterunków nie ma "tylko wyjazdowego" po którym już nie ma zwrotnic, najczęściej są "drogowskazowo-wyjazdowe", a po nich jeszcze zwrotki więc nie można pruć Vmax póki się z tego nie wyjedzie.
_________________ www.gzk.cba.pl <- zbiór moich (i nie tylko) zdjęć o tematyce kolejowej
Podczas przebudowy stacji Gdynia Glowna bylismy w ramach DTK na wycieczce na nastawnie. I owszem jezdzilo sie na Sz [bo inaczej sie nie dalo] ale dyzurni sie rozcfanili i porobili nakladki na przyciski tak ze nie bylo mozliwosci przypadkowego uzycia przycisku np "bo oparlem sie o pulpit". I widac bylo ze dyzurny sprawdza 2-3 razy zanim poda sygnal i szczerze watpie zeby to bylo "pod wycieczke". Poprostu taki czlowiek i taki sposob pracy.
Ale nie zwalajmy wszystkiego na Sz, sa procedury które wyraźnie regulują jego używanie, a tutaj te procedury "zlano".
Wujek82: jeszcze co do tego wyjazdowego - na większości posterunków nie ma "tylko wyjazdowego" po którym już nie ma zwrotnic, najczęściej są "drogowskazowo-wyjazdowe", a po nich jeszcze zwrotki więc nie można pruć Vmax póki się z tego nie wyjedzie.
Tak, ale jeżeli na drogowskazowym podany będzie Sz to i tak Vmax będzie 40 tylko bo na drodze przebiegu będzie się znajdował jeszcze jeden semafor. Ograniczenie prędkości obowiązuje do wyjazdu za ostatni rozjazd stacji - granice stacji.
I jeżeli maszynista wyjechał na szlak na podstawie Sz i wg. niego można jechać Vmax to tak będzie dobrze, a jeżeli stwierdzi że może jechać 20km/h to tak pojedzie i włos mu z głowy nie spadnie. O prędkości bezpiecznej decyduje tylko on. A Sz nie powoduje zniesienia innych zależności wpływających na prędkość tak w obrębie stacji jak i na szlaku.
Jak to już zostało tu napisane Sz lekiem na wszystko.
Aha, dobrze wiedzieć - mój błąd. Jednak z perspektywy tematu dyskusji zmienia to tyle, że trochę dłużej jedzie się 40 km/h :)
No to poprawiając: po wyjeździe na Sz należy poruszać się 40 km/h aż do minięcia semafora wjazdowego ustawionego dla przeciwnego kierunku, a następnie z maksymalną dopuszczalną.
Tą interpretację (na szczeblu ministerialnym) do prędkości na Sz wprowadzono kilkanaście lat temu (pamiętam jak wałkowaliśmy tp zarządzenie na każdych szkoleniach) po dość poważnym wypadku kolejowym (w tej chwili już nie pamiętam gdzie to było). Maszyniście zarzucano że jechał na szlaku po wyjeździe na Sz szybciej niż 40 km/h. Po tym wyjaśnieniu odstąpiono od zarzutów dla maszynisty. Wyobraźcie sobie odległość między stacjami ok 20 km i maszynista jedzie 40 zamiast rozkładowej (np 100). Szlak zostanie "zapchany".
Według mnie przyczyniło się również do wypadku zrezygnowanie z używania sygnału Pc2 na pociągach jadących po torze niewłaściwym niezależnie czy szlak jest przystosowany czy nie. Maszynista widząc naprzeciwko tak osygnalizowany pociąg (czy z dużej odległości by widział czerwone światło czy nie), ale zastanowiło by go że brakuje dolnego lewego światła i może zaczął by hamować wcześniej.
Podobnie jest w przepisach luka na temat jazd manewrowych. Kiedy można jechać 40 km/h, a kiedy 25 km/h. Jak ma wyglądać powiadomienie maszynisty przez dyżurnego ruchu o wykonywanych manewrach. Z mojego doświadczenia mam taki przykład że parę tygodni "kłóciliśmy" się z przedstawicielem prywatnego przewoźnika czy dyżurny kierując lokomotywę na tor uporowy powiedział maszyniście że lokomotywa jedzie na tor zajęty.
Po takich wypadkach to wychodzą (każdy broniąc własnej służby wynajduje wszelkie niuanse w przepisach) i potem w protokole wpisuje się jako przyczyny systemowe.
Po wykolejeniu się na jednej stacji (zbiegły wagony) okazało się że regulamin techniczny stacji (zatwierdzony kilkanaście lat wcześniej) nie przewidział zabezpieczeń takich pociągów na tej stacji. Przy wizji lokalnej po zabezpieczeniu zgodnie z regulaminem, pociąg po samoczynnym wyluzowaniu zaczynał "zbiegać" ze stacji na szlak.
Nie jestem kolejarzem, cały ten raport tylko przejrzałem i nasuwa mi się kilka uwag.
Cytat:
Wyobraźcie sobie odległość między stacjami ok 20 km i maszynista jedzie 40 zamiast rozkładowej (np 100). Szlak zostanie "zapchany".
Wielkim błedem IMHO była ta zmiana, że po wyjeździe na Sz i minięciu posterunku, zamiast 40km/h, można jechać z prędkością maksymalną dopuszczalną.
Tak na szybko policzyłem;
Odległość między Starzyny (podg) a Sprowa to jest ok. 15 kilometrów.
Jadąc 40km/h dystans ten pokonamy w ok. 22 minuty, a z rozkładową 120km/h czas jazdy to ok. 7,5 minuty (w ogóle nie biorę pod uwagę, że do tych 120km/h trzeba się najpierw rozpędzić.) "Oszczędność" w przypadku Szczekocin, to niecałe 15 minut.
Cytat:
Według mnie przyczyniło się również do wypadku zrezygnowanie z używania sygnału Pc2 na pociągach jadących po torze niewłaściwym niezależnie czy szlak jest przystosowany czy nie. Maszynista widząc naprzeciwko tak osygnalizowany pociąg (czy z dużej odległości by widział czerwone światło czy nie), ale zastanowiło by go że brakuje dolnego lewego światła i może zaczął by hamować wcześniej.
Rezygnacja z Pc2 to był kolejny błąd.
ET22-1105 z 4 wagonami IR 13126 w chwili katastrofy jechał 40km/h Maszynista ET22 wdrożył nagłe hamowanie i z 120km/h zwolnił do 40km/h na dystansie 400m, w czasie 36 sekund.
EP09-035 z 7 wagonami TLK 31101 zwolnił z 118 do 98km/h na dystansie 250 m. Załoga epoki, chyba nie była świadoma zbliżającej się katastrofy. Jechali swoim torem, a z naprzeciwka jechał pociąg z 3 światłami. Gdyby na ET22 był użyty sygnał Pc2, to może też "dali by w nagłe" i skutki katastrofy były by dużo mniejsze.
To co wyprawiał dyżurny ze Starzyn, dzień przed katastrofą, tj. cofanie się TLKi 800 metrów po błędnym skierowaniu do Psar, zamiast Koniecpola, to włos się na głowie jeży. Ten dyżurny w dniu katastrofy, powinien już nie pracować! A w dniu katastrofy wystarczyło, żeby wyjrzał przez okno, by upewnić się jak mu pojechał ten IR - tym bardziej, że miał problem ze zwrotnicami, wskutek czego pociąg ten czekał kilka minut pod semaforem.
Część winy komisja zwala na maszynistów. Temu z IR, że wyjechał na tor "lewy" bez wyświetlonego W24, oraz że niby zbyt wcześnie przełączył się z kanału 5 na 4, radiołączności.
Załodze z TLK zarzucają z kolei, ze wyjechali z toru "lewego" na "prawy" przy Sz wraz z zapalonym W24, do czego nie mieli prawa.
Moim zdaniem główną, przyczyną katastrofy - ameryki nie odkryję - jest nadużywania Sygnału zastępczego i ogólnie przyzwolenie na to.
Gdyby po tym Sz, pociągi jeździły by te 40km/h i się spóźniały, to może by coś z tym robili.
A tak po co, jak można jeździć na Sz jak na zwykłych sygnałach. Tysiąc razy się uda, 1001 trafiło na Szczekociny. Posterunek rok wcześniej zmodernizowany, na głównej linii łączącej Warszawę z Krakowem. Ze wszystkimi tymi nowoczesnymi blokadami na obu torach, które jednak zupełnie nie zadziałały przez te nieszczęsne Sz.
_________________ TRS2006 EK build 3092, TC 3323, TS2010 49933, TS12 49922
Mapka Kaczyce-Manowce dostępna w archiwum TrainzMaps
Cytat z D_M:
"Wielkim błedem IMHO była ta zmiana, że po wyjeździe na Sz i minięciu posterunku, zamiast 40km/h, można jechać z prędkością maksymalną dopuszczalną.
Tak na szybko policzyłem;
Odległość między Starzyny (podg) a Sprowa to jest ok. 15 kilometrów.
Jadąc 40km/h dystans ten pokonamy w ok. 22 minuty, a z rozkładową 120km/h czas jazdy to ok. 7,5 minuty (w ogóle nie biorę pod uwagę, że do tych 120km/h trzeba się najpierw rozpędzić.) "Oszczędność" w przypadku Szczekocin, to niecałe 15 minut."
Tutaj to trochę "przegłeś" pałkę - jak mówi Ferdynand K.
Idąc dalej Twoim tokiem myślenia to można by na PKP wprowadzić na wszystkich liniach 40 km/h i wtedy nie było by wypadków. Od zarania dziejów na kolei podawanie semaforów na szlak między stacjami było "na gębę" i pociągi jeździły z dużymi prędkościami. Dyżurny ruchu podając Sz miał obowiązek prowadzenia ruchu na takich samych zasadach jak za Cara Mikołaja i (to znaczy na "gębę") i wtedy nie doszło by do wypadku.
Klasyczny przykład zawierzenia technice.
A swoją drogą te zaniedbania w zabezpieczeniu to wloką się latami. Unowocześnianie urządzeń ZRK odbywa się na zasadzie na ile starczy funduszy. Przerabiają urządzenia na stacjach i pół stacji jest sterowana przez komputery a pół stacji rozjazdy przekładane nawet ręcznie. I potem wychodzą takie kwiatki. Przykładem tego mogą być semafory sześciokomorowe na niektórych stacjach. Urządzenia przerobili na "nową sygnalizację" - nie potrzeba sześciu komór, ale na wymianę semaforów już brakło pieniędzy.
Ostatnio zmieniony przez EU 04 03-03-2013, 14:53, w całości zmieniany 1 raz
Pomógł: 68 razy Wiek: 36 Dołączył: 30 Maj 2009 Posty: 2165 Skąd: Espenkrug/Bonk
Wysłany: 03-03-2013, 15:31
Najłatwiej dosrać maszynistom obu lokomotyw - od roku gryzą ziemię i nie obronią się przed jakimikolwiek zarzutami. A ich rehabilitacja i uniewinnienie to będą dwa zdania małą czcionką w jakiejś gównianej gazecie. Maszynista z wypadku w Babach (czy gdzie to tam było) miał szczęście że przeżył i doczeka się może rehabilitacji i przeprosin. Szkoda że żadnemu winnemu w obu wypadkach włos z głowy nie zleciał - lista winnych wybitnie długa nie jest.
Najłatwiej dosrać maszynistom obu lokomotyw - od roku gryzą ziemię i nie obronią się przed jakimikolwiek zarzutami. A ich rehabilitacja i uniewinnienie to będą dwa zdania małą czcionką w jakiejś gównianej gazecie. Maszynista z wypadku w Babach (czy gdzie to tam było) miał szczęście że przeżył i doczeka się może rehabilitacji i przeprosin. Szkoda że żadnemu winnemu w obu wypadkach włos z głowy nie zleciał - lista winnych wybitnie długa nie jest.
Cofanie widzę ostatnio w modzie - jechałem jakąś TLKą i przed Zabrzem pociąg się zatrzymał i zaczął się cofać prawie do samych Gliwic. Także nieźle, i nie chodziło o jeden tor, myśmy całą grupę torów omijali inną stroną...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach